Wiktor zdjął kapelusz, zanim przekroczył zewnętrzne drzwi domu. W sieni zobaczył skrzynkę Olka i zatrzymał się przy niej na pół kroku. Hauru nie poganiał go. Czekał, aż sprzedawca sam odwróci wzrok od zamka.
Mira weszła pierwsza do kuchni. Powiedziała kilka słów. Nela podniosła się ze stołka, a Róża wyprostowała na krześle. Iwo przez chwilę patrzył tylko na okulary w dłoni przybysza.
— Dzień dobry — powiedział Wiktor.
Nikt mu nie odpowiedział.
Sophie stała po stronie zamku, przy komodzie. Słysząc jego głos, odłożyła cerowaną koszulę. Nie przeszła od razu do kuchni. Zmierzyła wzrokiem sprzedawcę, jego suche dłonie i kapelusz, który obracał między palcami.
Wiktor zauważył otwarte przejście. Zmarszczył czoło.
— To również pańska robota? — zapytał Iwa.
— Nie — odparł Hauru. — Tamtego proszę nie oglądać.
Sprzedawca przytaknął bez protestu. Położył kapelusz pod własnym krzesłem, założył okulary i pochylił się nad rachunkiem. Filiżanka nadal przytrzymywała papier. Sznurek leżał luźno, a nić znikała w miejscu, gdzie igła tkwiła w blacie.
Wiktor zobaczył igłę.
— Kto to zrobił?
— Ja — powiedziała Sophie. — Proszę zostawić.
Wyciągnięte już palce cofnęły się powoli.
Nela przysunęła lampę. Nie podniosła miski osłaniającej oderwany pas ani nie wskazała zabezpieczonego chleba. Wiktor nie pytał. Czytał, przesuwając spojrzenie wzdłuż rubryk.
Przy jednym wierszu zatrzymał się dłużej.
— Rękaw — powiedział.
Hauru odwrócił mankiet. Otwór odsłaniał skórę nad nadgarstkiem. W ciągu tego poranka zdążył przestać go zauważać.
Wiktor spojrzał na materiał, potem na resztę płaszcza.
— Był pan tutaj podczas otwarcia.
— Byłem tutaj w gościach.
— Rozumiem.
— Nie jestem pewien.
Sophie przeszła do kuchni. Postawiła na stole ołówek i czystą kartkę, z dala od splotu. Wiktor zerknął na nie z niechęcią człowieka, który liczył na krótszą rozmowę.
— Zanim pan coś poprawi — powiedziała — chcę wiedzieć, co pan przeczytał.
Iwo powtórzył jej słowa pozostałym kobietom. Nela oparła dłonie o stół.
Wiktor odchrząknął.
— Przejście pobiera materiał potrzebny do utrzymania drogi. Z rzeczy znajdujących się najbliżej. Właściciel zatwierdza dostęp odciskiem.
Iwo odwrócił lewą dłoń.
— Powiedział mi pan, że będzie wiedziało, do kogo należy.
— Tak.
— Nie powiedział pan, że może zabierać rzeczy mojej siostry.
Sprzedawca poprawił okulary. Róża powiedziała coś ostro. Iwo wysłuchał jej do końca, a potem przetłumaczył pytanie o nazwisko z etykiety.
Wiktor przestał poprawiać okulary.
— Tu nie ma nazwiska — powiedział po ponownym przejrzeniu rachunku.
— Bo to nie jej kartka — odparła Sophie. — Róża ma przejście w pralni.
Praczka wyjęła etykietę z rysunkiem dzbanka. Rozłożyła ją przed nim i mówiła długo. Wiktor rozumiał ją bez pomocy Iwa. Nie musiał prosić, żeby powtórzyła choćby jedno zdanie.
Hauru przyglądał się jego twarzy. Uprzejmość nie zniknęła całkiem, lecz przestała być wygodna.
— Najpierw ten dokument — powiedział sprzedawca.
Wskazał rękaw. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął skórzaną sakiewkę. Nela odsunęła lampę, robiąc mu miejsce, ale nie usunęła własnej dłoni ze stołu.
Wiktor wysypał na czystą kartkę trzy monety. Wybrał jedną, szeroką, ciemną na brzegach. Przycisnął ją do rubryki słowem do dołu, zasłaniając napis.
Papier zaszeleścił.
Sophie złapała go za nadgarstek.
— Co pan robi?
— Wyrównuję pobranie.
— Czyje?
Wiktor spojrzał na jej palce. Nie próbował się wyrwać.
— Moje. To moja moneta.
— A potem nie dopisze pan tego do rachunku Iwa?
Przez chwilę słyszeli tylko trzask drewna w zamkowym palenisku.
— Nie — odpowiedział.
Sophie puściła jego rękę, lecz została obok.
Moneta zmatowiała. Wybity na niej profil spłaszczył się, aż metal przypominał gładki, szary krążek. Papier uniósł się pod spodem. Wiktor nie naciskał mocniej; trzymał dwa palce nieruchomo przy brzegu.
Na nadgarstku Hauru pojawiło się zimno.
Otwór w mankiecie wypełnił się od zewnętrznej strony. Najpierw cienką siatką, potem tkaniną w kolorze płaszcza. Czarodziej przesunął kciukiem po odzyskanym fragmencie. Znał małą nierówność przy szwie. Kazał ją kiedyś poprawić, po czym uznał, że poprawka wyszła gorzej.
Moneta zniknęła.
W rubryce pozostało puste miejsce.
Wiktor odsunął rękę. Na jego opuszkach nie było nowych śladów.
Hauru rozpiął mankiet i obejrzał go od środka.
— Ten sam — powiedział cicho.
Nie wiedział jeszcze, czy wróciła zabrana tkanina, czy coś odtworzyło ją dokładnie. Ale materiał miał właściwy ciężar i nie zmieniał się pod dotykiem.
Wsunął pod mankiet dwa palce, potem wyjął je i zapiął guzik. Ruch był tak zwyczajny, że Róża przestała patrzeć na sprzedawcę. Patrzyła na rękaw. Iwo podciągnął własne spodnie nad obtartą kostkę, jakby chciał porównać obie naprawy. Nela odsunęła jego nogę od twardej krawędzi stołka i podłożyła złożoną ścierkę.
Wiktor sięgnął po okulary, lecz zatrzymał dłoń przy skroni. Zaczekał, aż Hauru skończy oglądać szew. Nie powtórzył, że rozumie, i nie spytał, czy klient jest zadowolony. Tylko przesunął pustą sakiewkę dalej od rachunku, żeby nie zasłaniała następnego wiersza.
Nela dotknęła pustej rubryki, nie przekraczając paznokciem jej granicy. Potem wskazała trzynogi stołek pod ścianą.
Wiktor zebrał pozostałe dwie monety.
Kobieta zatrzymała jego dłoń na czystej kartce.
— Poczekajmy — powiedział Hauru.
Nie wiedział, do kogo skierował te słowa. Sprzedawca przestał chować pieniądze. Nela nie puściła jego ręki.
Sophie wzięła ołówek.
— Zapiszmy, co zniknęło. I co wraca. Nie chcę jutro odkryć, że zapłaciliśmy za rękaw czyjąś łyżką.
Iwo położył przed sobą czystą kartkę. Poprosił siostrę o wymienienie brakujących rzeczy. Nela zaczęła od garnka, potem przerwała i wskazała wieszak, półkę oraz pusty hak przy piecu.
Sprzedawca słuchał. Przy trzecim przedmiocie zdjął okulary i przetarł je szmatką, chociaż nie zaparowały.
Róża uniosła etykietę.
— A tego nie zastąpi moneta? — spytał w jej imieniu Iwo.
Wiktor obejrzał rysunek. Tym razem odpowiedział również w języku praczki, powoli, tak żeby słyszała każde słowo.
— Nie wiem, gdzie trafiło.
Hauru pochylił się nad stołem.
— Więc dokąd trafiają opłaty?
Wiktor trzymał okulary za oba zauszniki. Wyglądały teraz jak coś bardzo kruchego.
— Do miejsca, które utrzymuje drogę. Ja nie wybieram półki.
Iwo zamknął oczy. Sophie spojrzała na odzyskaną sień. Za zwyczajnym wiadrem był jeszcze cień rzucony przez kurtkę, ale nie było lamp ani rzędów paczek.
— To pan będzie musiał nam pokazać, jak pytać o właściwą — powiedziała.
Z góry zamku dobiegł płacz Morgana. Sophie odłożyła ołówek i poszła do syna. Nela puściła wreszcie rękę sprzedawcy, żeby podać Iwowi wodę.
Wiktor zostawił dwie monety na kartce.
Hauru usiadł po drugiej stronie stołu, z naprawionym mankietem opartym obok igły. Nie pozwolił jeszcze nikomu zwinąć rachunku.