DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 02

Miejsce przy stole

· 7 min czytania · 1123 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Sophie nacisnęła klamkę i usłyszała, jak Hauru nabiera powietrza. Nie powiedział jednak nic. Drzwi otworzyły się ciężko, z oporem właściwym przedmiotom, które mają własne zdanie o pogodzie.

Za progiem stała kobieta z obcej kuchni. W jednej ręce trzymała bochenek, w drugiej kartkę. Przez chwilę patrzyła na Sophie tak, jak patrzy się na człowieka, który przyszedł znacznie później, niż obiecał.

— To nie ja miałam być — powiedziała Sophie.

Kobieta odpowiedziała kilkoma słowami. Brzmiały miękko i szybko, lecz żadne nie było znajome. Potem wysunęła chleb przed siebie. Na skórce tkwił odcisk dłoni.

Hauru sięgnął ponad ramieniem Sophie i zatrzymał bochenek, zanim przekroczył próg.

— Poczekaj.

— Powiedziałeś już komuś to słowo — przypomniała Sophie.

— Tym razem mam zamiar zostać do końca zdania.

Obrócił chleb. Pod spodem była cienka czarna smuga. Nie przypominała przypalenia. Poruszała się, choć bochenek znieruchomiał.

Kobieta zobaczyła, na co patrzą, i pobladła. Wzięła chleb z powrotem. Hauru cofnął rękę. Na jego palcu została odrobina czerni, podobna do grafitu. Starł ją o klamkę. Drewno pod klamką pociemniało.

— Kalcyfer — powiedział.

— Nie widzę stąd — odparł ogień.

Sophie odsunęła się. Kalcyfer wychylił twarz znad szczap, wydłużył szyję z płomienia i syknął.

— Nie wpuszczaj tego.

Kobieta cofnęła się o krok. Sophie pomachała stanowczo w stronę bochenka, a potem wskazała ją samą. Nie wiedziała, czy nieznajoma zrozumie różnicę, ale przynajmniej przestała wyglądać, jakby zaraz zamierzano ją przepędzić.

W jej kuchni cień pełzał po stole. Pierwsza filiżanka stała jeszcze w słońcu, druga była już otoczona ciemnością.

Sophie zobaczyła, że nie ma talerzy.

— Przynieś nóż — powiedziała do Hauru.

— Chcesz z tym walczyć nożem?

— Chcę ukroić chleb.

— To bardzo podobne przedsięwzięcia, jeśli chleb jest dostatecznie stary — zauważył Kalcyfer.

Kobieta ostrożnie położyła bochenek na swoim stole. Hauru podał nóż rękojeścią do przodu, lecz nie przekroczył nim progu. Sophie wzięła go i weszła do kuchni.

Podłoga była lodowata.

Po tej stronie nie słyszała trzasku paleniska. Zegar zamku również umilkł. Zobaczyła Hauru stojącego tuż za jej plecami, a jednak przez moment wydawał się odległy jak człowiek widziany z końca długiej ulicy.

Nieznajoma odezwała się ponownie.

— Nie rozumiem — powiedziała Sophie. — Ale to nie znaczy, że masz milczeć.

Wskazała chleb, nóż i dwa wolne krzesła. Kobieta przytaknęła. Sophie odkroiła spód bochenka szerokim płatem. Czarna smuga przeszła na odcięty kawałek i zwinęła się w cienką nitkę. Reszta chleba była jasna, pachnąca i zupełnie zwyczajna.

Zawinęły ciemny kawałek w ścierkę. Kobieta umieściła pakunek na kamiennej płycie obok wygasłego pieca. Sophie pokroiła resztę. Dwie kromki położyła na stole, trzecią podniosła ku Hauru.

— No?

Hauru spojrzał w głąb zamku. Kalcyfer odpowiedział mu krótkim błyskiem. Czarodziej wszedł do kuchni i wziął kromkę.

Trzeciego krzesła nie było.

Nieznajoma wyjęła spod ławy niski stołek. Wycierała go fartuchem z przejęciem, jakby powitanie gościa na nieodpowiednim siedzeniu było teraz jej największym zmartwieniem. Sophie usiadła pierwsza. Hauru dostał stołek.

— Podoba mi się to miejsce — powiedziała Sophie.

Nie było to całkiem prawdziwe. Zimno przenikało jej podeszwy, a cień przy drzwiach pachniał mokrym papierem. Podobało jej się natomiast, że mogła usiąść i coś zrobić bez uprzedniego rozpoznania wszystkich zaklęć świata.

Kobieta nalała wody do filiżanek. Para wzniosła się ponad stołem.

— Hauru — przedstawiła go Sophie, wskazując kromką. Potem dotknęła własnej piersi. — Sophie.

— Nela — powiedziała kobieta.

Powtórzyli jej imię. Nela po raz pierwszy się uśmiechnęła. Miała małą szparę między przednimi zębami i mocno spierzchnięte usta.

Hauru pochylił się nad filiżanką. Nie pił. Śledził wzrokiem cień, który dotarł do nogi jego stołka.

— Uważaj — powiedziała Sophie.

Nela powtórzyła ostatnie słowo, niezgrabnie, z pytającą miną.

Sophie wskazała cień.

— Uważaj.

Nela kiwnęła głową i odpowiedziała swoim słowem. Tym razem Sophie zapamiętała brzmienie. Nie potrafiła go jeszcze wymówić, ale rozpoznała, że kobieta używała go również wcześniej.

Cień zatrzymał się przy nodze stołka.

Hauru poruszył palcami nad blatem. Przy brzegu stołu pojawił się wąski srebrny łuk. Nela zerwała się tak gwałtownie, że potrąciła filiżankę.

— Nie! — zawołała Sophie.

Hauru zgasił łuk. Nela cofnęła się pod ścianę, osłaniając twarz przedramieniem. Dopiero po chwili opuściła rękę.

— Ona już widziała coś podobnego — powiedział.

— Zauważyłam. Nie rób tego więcej bez pytania.

Hauru otworzył usta, zamknął je i odsunął dłonie od stołu. Sophie nie była pewna, co powiedziałby, gdyby Nela rozumiała ich język. Może nawet on nie był pewien.

Podała kobiecie suchą ścierkę. Razem wytarły rozlaną wodę. Kiedy Nela się pochyliła, z kieszeni fartucha wypadł mały guzik. Potoczył się przez słońce, przekroczył granicę cienia i zniknął.

Nie zakryła go ciemność. Sophie widziała miejsce, w którym powinien leżeć. Guzika po prostu nie było.

Nela uklękła i wyciągnęła rękę.

Sophie chwyciła ją za nadgarstek.

— Zostaw.

Tego słowa Nela nie musiała rozumieć. Spojrzała na ich dłonie i powoli się podniosła.

Hauru odsunął stołek od cienia. Nie próbował już kreślić znaków. Wziął kawałek chleba i ułamał okruszynę. Sophie potrząsnęła głową.

— A jeśli to go karmi?

— Słusznie — powiedział i zjadł okruszynę.

Nela podeszła do ściany. Wisiała tam drewniana tablica z gwoździami, na których dawniej mogły trzymać się rachunki albo pęczki ziół. Wszystkie gwoździe były puste. Nela zdjęła tablicę. Pod nią zobaczyli ślad po haczyku i jaśniejszy prostokąt tynku.

Potem kobieta wskazała okno.

Przez szybę widać było komodę Sophie. W oknie nie odbijała się kuchnia. Nela przyłożyła palec do jasnego prostokąta na ścianie, a potem do piersi. Wypowiedziała długie zdanie, w którym Sophie rozpoznała tylko słowo ostrzeżenia.

— Coś tu wisiało — powiedział Hauru. — Coś, co zabrano.

Sophie rozejrzała się po kuchni. Filiżanki nie należały do jednego kompletu. Na jednej był niebieski kwiat, na drugiej złoty pasek. Krzesła też były różne. Tylko pustych miejsc było zaskakująco dużo: na półkach, przy gwoździach, obok pieca.

— Od dawna? — zapytała, choć wiedziała, że Nela nie zrozumie.

Kobieta podeszła do drzwi wychodzących z kuchni. Zamek po ich drugiej stronie szczęknął, zanim dotknęła klamki.

Nela cofnęła dłoń.

Hauru wstał.

— Tych nie otwieraj — powiedział.

Nela popatrzyła na niego i wtedy, ku zdumieniu Sophie, dokładnie powtórzyła jego ton. Krótkie słowa były inne, lecz brzmiała tak stanowczo, że czarodziej zatrzymał się w pół kroku.

Z zamku dobiegł głos Kalcyfera.

— Sophie! Ziarno!

Sophie sięgnęła do kieszeni. Nie pamiętała, kiedy schowała fasolę, ale była tam, ciepła jak klucz wcześniej. Nela wpatrzyła się w jej dłoń. Dotknęła ziarna koniuszkiem palca i powiedziała jedno słowo.

Sophie usłyszała: „Brat”.

Nie brzmienie, którego używała Nela. Swoje własne słowo, jasne i zrozumiałe.

— Powiedz jeszcze raz.

Nela wskazała fasolę.

— Brat.

Obie spojrzały na Hauru. Nie patrzył już na drzwi. Wpatrywał się w ziarno z wyrazem twarzy, który Sophie znała lepiej niż jego cztery sposoby mówienia „interesujące”.

— Ten człowiek — powiedziała. — Ten, którego odesłałeś na jutro. Był jej bratem?

Hauru powoli skinął głową.

W zamkniętych drzwiach kuchni coś obróciło się po raz drugi. Tym razem wszyscy troje usłyszeli zgrzyt klucza.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.