DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 03

Rachunek za nieobecność

· 6 min czytania · 1068 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Klucz obracał się powoli. Każdy ząb przesuwał coś w drewnie, chociaż z tej strony drzwi nie było widać żadnej dziurki.

Nela złapała Hauru za rękaw. Czarodziej zatrzymał się tak gwałtownie, że stołek przewrócił się za jego plecami. Jedna noga wpadła w cień. Rozległ się suchy trzask i stołek stanął krzywo, już na trzech nogach.

— Teraz rozumiem, dlaczego nie siadłaś na nim sama — powiedział Hauru.

Nela nie odpowiedziała. Patrzyła na klamkę.

Sophie wsunęła fasolę między ich zaciśnięte dłonie.

— Co jest za drzwiami?

Nela wypowiedziała kilka słów. Sophie zrozumiała tylko jedno: „rachunek”. Reszta przeszła przez jej głowę jak rozmowa słyszana zza ściany.

— To musi być bardzo pilny rachunek — mruknął Hauru.

Przesunął palcem po mankiecie. Sophie zobaczyła początek srebrnej kreski i mocniej ścisnęła jego nadgarstek.

— Nie.

— Chcę zabezpieczyć próg.

— Wczoraj też chciałeś tylko coś zrobić.

Odpuścił. Sophie nie była zadowolona z własnych słów; w tym pokoju wczoraj mogło znaczyć coś innego niż w zamku. Nie było jednak czasu pytać o kalendarz.

Pod drzwiami pojawił się biały prostokąt. Powoli przesuwał się po posadzce, aż znalazł się w świetle. Była to koperta, płaska i długa, z czerwonym sznurkiem zamiast pieczęci.

Zamek umilkł.

Nela odetchnęła tak, jakby przez całą chwilę zapomniała o tej czynności. Przycisnęła obie dłonie do fartucha. Nie zamierzała podnieść koperty.

Sophie pochyliła się. Papier pachniał mokrą kredą. Nie nosił czarnej smugi. Podważyła go czubkiem noża i położyła na stole obok swojej filiżanki.

— Jeśli to wybuchnie, będziesz bardzo nieznośna po śmierci — zauważył Hauru.

— Jeśli to wybuchnie, nie będziesz musiał długo czekać na moje uwagi.

Nela parsknęła. Nie znała słów, lecz ton znała najwyraźniej doskonale. Na krótką chwilę w kuchni zrobiło się cieplej.

Sophie rozwiązała sznurek.

W kopercie znajdowała się kartka podzielona na równe rubryki. Znaki wędrowały po papierze, ale gdy dotknęła go ziarnem fasoli, jeden z nich zatrzymał się.

„Łyżka”.

Przesunęła ziarno niżej.

„Guzik”.

Jeszcze niżej.

„Stołek”.

Hauru zajrzał jej przez ramię. W prawym dolnym rogu widniało coś, czego nie trzeba było tłumaczyć: rysunek klucza z czterema kółkami i pustym miejscem pośrodku.

— To jego znak — powiedział.

— Twojego znajomego?

— Brata Neli.

Po raz pierwszy nazwał go w ten sposób. Nela spojrzała na niego ostro. Wyciągnęła rękę, a Sophie podała jej fasolę. Kobieta zacisnęła na niej palce i wypowiedziała zdanie z taką gwałtownością, że trudno było uznać je za powitanie.

Hauru skrzywił się.

— Tak, znałem go.

Nela powiedziała coś jeszcze. Tym razem Sophie uchwyciła urywki: „przyszedł”, „został” i „ręce”.

— Co rozumiesz? — zapytała Hauru.

— Pyta, dlaczego jej brat nie wrócił, skoro twierdziłem, że to drobna sprawa.

Sophie odłożyła nóż.

— Tak twierdziłeś?

Hauru patrzył na kartkę. Przejechał paznokciem po brzegu jednej rubryki, jakby szukał miejsca, w którym można zacząć naprawę.

— Powiedziałem, że powinien zamknąć wszystkie przejścia i zaczekać. Nie wiedziałem wtedy, że ktoś zamyka je od drugiej strony.

Nela nie spuszczała z niego wzroku.

— I miał wrócić jutro — dodał cicho.

Sophie zaczekała. Po drugiej stronie drzwi przesunęło się coś ciężkiego. Mogła to być skrzynia albo krzesło. Mogła to też być stopa człowieka, który stał tam przez cały czas.

Hauru podniósł głowę.

— Nela, nie wiem, co się stało z twoim bratem.

Kobieta zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła, przestała trzymać fasolę tak mocno. Położyła ją na kartce i wskazała pusty prostokąt na ścianie.

Potem wykonała gest, jakby zdejmowała coś z haczyka i wynosiła przez drzwi.

— Księga — powiedziała Sophie.

Nie wiedziała, skąd przyszło zrozumienie. Fasola spoczywała między palcami Neli, lecz słowo było wyraźne. Obejrzała znów rachunek. Każda rubryka zawierała nazwę przedmiotu. Obok zostawiono miejsce na drugą nazwę albo liczbę.

W ostatnim rzędzie napisy zaczęły się formować na ich oczach.

Sophie przyłożyła ziarno.

„Rękaw”.

Hauru odwrócił nadgarstek. Na mankiecie miał niewielką dziurę. Nie przypalała się ani nie strzępiła. Części materiału po prostu brakowało.

— Siedzieliśmy bez zaproszenia? — zapytał.

Nela gwałtownie pokręciła głową. Wskazała oba krzesła, potem stół i chleb. Przycisnęła dłoń do serca, jakby chciała zapewnić, że zaprosiła ich należycie.

Sophie pamiętała, z jakim przejęciem kobieta wycierała stołek.

— To nie jest jej rachunek — powiedziała.

Przesunęła nóż pod kartkę i odwróciła ją.

Na odwrocie ciągnęła się linia drobnych znaków. Na samym końcu widniał nieporadny rysunek otwartych drzwi. Ziarno rozgrzało się pod jej palcami.

„Za każde otwarcie”.

Cień przy piecu drgnął.

— Nie otwierajmy więcej — powiedział Hauru.

Sophie spojrzała na przejście do zamku. Stało otwarte. Widziała przez nie skrawek paleniska i policzek Kalcyfera, który wyraźnie podsłuchiwał.

— A jeśli zamkniemy te, nie będziemy mogli wrócić?

— Te zostawimy.

— Wreszcie rozsądny projekt — odezwał się Kalcyfer. — Chciałbym tylko zauważyć, że kawałek twojej klamki właśnie zniknął.

Hauru popatrzył na Sophie. Oboje pamiętali czarną smugę startą z palca o drewno.

Sophie ruszyła do progu. Z kuchni dobiegł szelest. Na rachunku pojawiła się nowa rubryka.

Zatrzymała się.

— To liczy również przechodzenie.

Nie zdążyła się upewnić. Nela krzyknęła i odciągnęła ją od drzwi. Przez miejsce, w którym stała, przesunęła się cienka czarna nić. Łączyła próg z piecem. Zniknęła, kiedy znieruchomiały.

Sophie poczuła gwałtowną złość. Ktoś zrobił z tego pokoju pułapkę, w której nawet wycofanie się kosztowało.

— Ile już zabrało? — zapytała, podając Neli fasolę.

Kobieta rozejrzała się po pustych półkach. Rozłożyła ręce.

Hauru usiadł na jednym z krzeseł, nie pytając tym razem, czy się nadaje. Przysunął kopertę i czerwony sznurek.

— Musi dokądś wysyłać rachunki — powiedział. — Nie są tworzone tutaj. Ktoś zna znak jej brata, ale nadal potrzebuje papieru i drzwi.

Obejrzał sznurek. Wzdłuż czerwonych włókien ciągnął się maleńki węzeł, jak ślad po niedokończonej pętli.

Sophie dostrzegła go w tej samej chwili.

— To jest rozprute.

— Nie dotykaj.

— Znam się na nitkach lepiej od ciebie.

Wyjęła z kieszeni igłę pozostawioną tam podczas cerowania koszul. Przy igle wciąż wisiał kawałek zwyczajnej nici. Hauru przesunął filiżankę, robiąc jej miejsce. Nela patrzyła, jak Sophie przeciąga koniec nici pod poluzowaną pętlą.

Nie próbowała rzucać zaklęcia. Chciała zobaczyć, gdzie splot zawraca.

Sznurek napiął się między jej palcami. Igła przyciągnęła go ku sobie. Z daleka dobiegło szybkie przesuwanie kartek.

Nela chwyciła filiżankę i postawiła ją na kartce. Hauru przytrzymał drugi koniec sznurka. Wszyscy troje pochylili się nad stołem.

Pod rubrykami zaczęły przebijać inne litery, większe i nierówne. Sophie przesunęła fasolę.

„Nie zamykaj”.

Tyle udało jej się odczytać, zanim czerwony sznurek szarpnął. Igła wbiła się w blat.

Za zamkniętymi drzwiami ktoś głośno wciągnął powietrze.

Nela wypowiedziała imię. Sophie nie zrozumiała go, lecz zobaczyła, jak kobieta podnosi głowę i po raz pierwszy patrzy na drzwi z nadzieją.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.