Morgan chwycił łyżeczkę i spróbował włożyć ją sobie do ucha. Sophie odebrała mu ją, zanim zdążył rozwinąć ten pomysł. Owsianka stygła w garnku przy progu, a Nela wciąż trzymała przed nią drewniany trzonek z wyciętą gałązką.
— Widziałam — powiedziała Sophie. — Ale nie wiem, co mi pokazujesz.
Podała jej fasolę. Nela zamknęła ziarno w dłoni, dotknęła palcem obu łyżek, potem wskazała siebie. Powiedziała kilka słów. Sophie uchwyciła „moja” i „ręka”.
— Ty zrobiłaś te znaki?
Kobieta przytaknęła. Wzięła cynową łyżeczkę i spróbowała zgiąć jej trzonek. Metal nie ustąpił. Nela zmarszczyła brwi, odwróciła własną łyżkę i przycisnęła oba ozdobione końce do siebie. Pasowały długością niemal dokładnie. Miska drewnianej łyżki była jednak znacznie większa.
Hauru odsunął słoik od ucha.
— Nela, Iwo pyta, czy odzyskałaś swoją łyżkę.
Kobieta odpowiedziała tak gwałtownie, że Morgan przestał szarpać kołnierz Sophie. Mężczyzna za drzwiami umilkł.
— Co powiedziała? — spytała Sophie.
— Nie wiem. Ale chyba nie to, na co liczył.
Przyłożył ponownie słoik. Słuchał długo, z dłonią osłoniętą kawałkiem własnej chusteczki. Krew przestała kapać z palca.
— On twierdzi, że wysłał do ciebie drewnianą łyżkę. Przed rachunkiem. Chciał sprawdzić, czy przedmioty mogą wracać.
Nela położyła cynową łyżeczkę na stole tak ostrożnie, jakby była osą.
— Ta nie jest drewniana — zauważyła Sophie.
— Zwróciłem mu uwagę.
Zza desek dobiegł głuchy łomot. Hauru zerwał się z podłogi, lecz po chwili usiadł z powrotem.
— Upuścił coś ciężkiego. Mówi, że tutaj wszystko zostaje zapisane jako nazwa. Dopiero przy wyjściu znów dostaje kształt.
Sophie obejrzała łyżeczkę. Miała inicjały Neli i jej gałązkę, ale ktoś zrobił ją z niewłaściwego materiału. Przypomniała sobie mokry chłód metalu na dłoni.
— Kto wybiera kształt?
Hauru powtórzył pytanie przez drewno. Odpowiedź przyszła cicho.
— Nie wie.
Nela odłożyła fasolę. Chwyciła czerwony sznurek bliżej igły i gestem przywołała Hauru. Gdy przejął splot, podeszła do zamkniętych drzwi. Tym razem nie dotknęła klamki. Otarła rękawem górny zawias.
Sophie posadziła Morgana na podłodze zamku, na złożonym kocu, w zasięgu własnych nóg. Dała mu drewnianą chochlę. Syn obejrzał ją z nieufnością człowieka, któremu zaproponowano gorszą posadę.
— Pilnuj go — poprosiła Kalcyfera.
— Od początku pilnuję wszystkich. Nikt mi za to nawet nie dokłada.
Sophie podsunęła do paleniska polano leżące obok koca. Demon objął je płomieniami i zaczął komentować sposób trzymania chochli.
Nela pokazywała Sophie drzwi. Zawiasy znajdowały się po ich stronie: dwa grube żelazne pasy, każdy z pionowym trzpieniem. Górny kołek miał na końcu spłaszczoną główkę. Dolny skrywała smuga na podłodze.
— Chcesz je zdjąć?
Nela wskazała zamek, pokręciła głową i uniosła dłonie ku górze.
Hauru podszedł ze sznurkiem przeciągniętym między palcami.
— Powiedziałem mu. Każe czekać.
Nela zastukała w deskę. Trzy razy, potem dwa. Głos za drzwiami podniósł się nagle. Sophie usłyszała wyraźnie:
— Nie podnoś sama!
— To rozsądna uwaga — powiedziała. — Potrzebujemy kogoś, kto ma dwie wolne ręce.
Hauru spojrzał na sznurek z urazą.
— Znam przynajmniej czternaście zaklęć do otwierania drzwi.
— A do podtrzymywania sznurka?
Spojrzał na nią drugi raz. Potem na stół.
Przesunął grzebień przez czerwoną pętlę, obrócił go poprzecznie i powoli oparł o krawędź blatu. Sznurek napiął się. Grzebień zaskrzypiał. Hauru podsunął pod niego złożoną chusteczkę i dopiero wtedy cofnął palce.
Igła nie drgnęła.
— Czternaście — powtórzył ze smutkiem.
Nela przyniosła pogrzebacz. Sophie stanęła przy zawiasach z nożem używanym do chleba. Nie był odpowiednim narzędziem, ale w ciągu tego poranka zdążył już wykonywać bardziej nieodpowiednie zajęcia.
Podważenie górnego trzpienia zajęło im kilka minut. Hauru trzymał skrzydło przy framudze; Nela unosiła kołek pogrzebaczem, a Sophie wsunęła pod główkę płaską stronę ostrza. Kiedy żelazo wreszcie wyszło, wszyscy troje obryzgali się rdzawym pyłem.
Przy dolnym zawiasie Nela uklękła, lecz Sophie zatrzymała jej rękę. Czarna smuga dochodziła do metalu.
— Najpierw rachunek.
Na papierze powstał nowy wyraz. Fasola rozgrzała się pod jej kciukiem.
„Zawias”.
— Nie ma mowy — powiedział Hauru. — Tego akurat potrzebujemy w całości.
Z dolnego pasa znikał brzeg. Zamek w drzwiach zgrzytnął, a skrzydło pochyliło się ku nim. Hauru przyjął jego ciężar na ramię. Nela wsunęła pogrzebacz pod dolną krawędź, trzymając palce z dala od podłogi.
Sophie złapała za wystającą główkę drugiego trzpienia. Była zimna jak łyżeczka. Nie pozwoliła sobie pomyśleć o tym, co mogłoby wrócić zamiast zawiasu.
— Trzymaj się drewna — powiedziała żelazu. — Jeszcze przez chwilę.
Kołek puścił nagle. Sophie upadła na plecy. Hauru cofnął się o krok z drzwiami w ramionach, a Nela odrzuciła pogrzebacz i pomogła mu oprzeć skrzydło o ścianę. Zamek kłapnął w powietrzu.
W pustej framudze siedział mężczyzna.
Miał siwe od pyłu włosy, rozciętą dolną wargę i płaszcz z ogromnymi kieszeniami. Jedną nogę trzymał wyprostowaną, drugą podwiniętą pod sobą. Do piersi przyciskał grubą księgę w błękitnej oprawie. Za jego plecami stały półki pełne papierowych paczek. Wisiały nad nimi lampy bez płomieni.
Nela powiedziała jego imię. Wyciągnął do niej wolną rękę.
Hauru dotknął ramienia Sophie.
— To on — powiedział cicho. — Człowiek, którego odesłałem.
Iwo próbował się podnieść. Skrzywił się, a spod wyciągniętej nogawki wysypały się szare płatki. Buta nie było. Stopa tkwiła w płaskim, papierowym opakowaniu, obwiązanym czerwonym sznurkiem.
Sophie odruchowo spojrzała na stół. Grzebień Hauru trzymał nadal. Rachunek leżał pod filiżanką. Nowy wpis „zawias” zatrzymał się w połowie ostatniej litery.
— Nie ciągnijcie mnie — powiedział Iwo. — Jeszcze nie.
Nela uklękła po swojej stronie progu. Ujęła jego dłoń i przycisnęła do policzka. Mężczyzna zamknął oczy. Sophie pozwoliła im przez chwilę milczeć.
Potem z zamku dobiegł triumfalny wrzask Morgana. Kalcyfer oznajmił, że chochla właśnie awansowała na instrument muzyczny.
Iwo otworzył oczy i zobaczył garnek.
— To owsianka?
Sophie przyniosła go do samego progu. Postawiła obok kromki chleba, które zostały po pierwszym posiłku. Nela podała bratu swoją drewnianą łyżkę.
Iwo najpierw zjadł. Ręka drżała mu tak mocno, że siostra musiała podtrzymywać naczynie.
Na pierwszej łyżce zakrztusił się i przeprosił. Nela otarła mu brodę skrajem fartucha. Zrobiła to szybko, niemal niecierpliwie; wtedy dopiero Sophie zobaczyła, że kobiecie też trzęsą się ręce. Odwróciła wzrok, żeby dać im choć odrobinę prywatności w kuchni pozbawionej drzwi.
Z pomieszczenia z paczkami dochodził zapach mokrego sznurka i czegoś słodkiego, przypominającego przejrzałe jabłka. Na jednej z półek papier poruszył się bez dotyku. Hauru również to zauważył. Przysunął stopę do progu, lecz niczego nie powiedział; Iwo właśnie zebrał siły na drugą łyżkę.
Hauru usiadł obok zdjętych drzwi, unikając klamki, która nadal poruszała się sama. Sophie patrzyła na papier wokół stopy Iwa. Na zewnętrznej stronie paczki widniał napis i puste miejsce na podpis.
— Co tam jest? — spytała.
Iwo przełknął z trudem.
— Przesyłka nieodebrana.
Nela przesunęła garnek bliżej brata. Tym razem nie potrzebowali fasoli, żeby zrozumieć jej odpowiedź. Owinęła palce wokół jego nadgarstka i została.