Iwo zjadł jeszcze trzy łyżki, zanim pozwolił odsunąć garnek. Kiedy Nela próbowała poprawić mu kołnierz, schylił głowę i przytrzymał jej dłoń policzkiem. Sophie zajęła się zbieraniem kromek. Hauru bardzo dokładnie oglądał własną chusteczkę.
— Można to rozwiązać? — spytała wreszcie Sophie, wskazując paczkę na stopie.
Iwo odsunął błękitną księgę od piersi. Na oprawie pozostały ciemne ślady palców.
— Próbowałem. Za każdym razem sznurek robił się krótszy.
— A podpis?
— Oddaje przesyłkę odbiorcy.
— Czyli nam?
— Nie wpisałem odbiorcy. Bałem się wpisać Nelę.
Sophie przyjrzała się papierowi. Puste miejsce na podpis wyglądało niewinnie, jak dziesiątki pustych miejsc na rachunkach w sklepie kapeluszniczym. O wiele bardziej niepokoiły ją szare płatki pod kolanem Iwa. Jeden przylgnął do deski; miał kształt paznokcia.
— Czego właściwie dotyczy przesyłka? — zapytał Hauru.
Iwo zamilkł. Przesunął rękę po wyprostowanej nodze i zatrzymał ją przed papierem.
— Kiedy tu wszedłem, chciałem odzyskać but. Zabrano go z warsztatu. Włożyłem stopę w miejsce, gdzie powinien być. Potem zaczęto pakować.
— To bardzo niedobry sposób mierzenia obuwia — powiedział Hauru.
Iwo nie uśmiechnął się. Czarodziej przysunął się bliżej, ignorując pył osiadający na spodniach.
— Czy czujesz palce?
Mężczyzna przytaknął.
— Tylko kiedy przestaję na nie patrzeć.
Sophie przykucnęła. Opakowanie nie miało zwykłych zagięć. Jego boki zeszyto czerwonym sznurkiem, drobnym ściegiem przechodzącym przez dwie warstwy grubego papieru. Przy pięcie jeden otwór był wydłużony.
— Masz coś cienkiego i tępego? — zwróciła się do Hauru.
— Pożyczyłbym grzebień, ale pełni już odpowiedzialne stanowisko.
Nela przyniosła z półki koszyczek. W środku leżały dwie szpulki, kawałek wosku i drewniana igła do naprawiania sieci. Sophie wzięła ją z wdzięcznością. Metalowa nadal tkwiła w stole, utrzymując połączenie z rachunkiem; nie zamierzała jej wyrywać.
Przy pierwszym dotknięciu szwu Iwo zacisnął zęby.
— Boli?
— Nie. Słyszę, jak ktoś pisze.
Za jego plecami zaszeleściły paczki. Sophie zastygła z igłą w dłoni. Na najwyższej półce jedna z etykiet podniosła się, chociaż powietrze było nieruchome.
— Sprawdź naszą kartkę — powiedziała do Hauru.
Wrócił do stołu. Po chwili przyniósł rachunek razem z filiżanką, ostrożnie, żeby nie szarpnąć sznurka. Postawił je na krześle obok progu.
— Nic nowego. Zawias nadal niedokończony.
Sophie wsunęła drewniany czubek pod czerwoną pętlę. Nie pociągnęła końca; wypchnęła jedną nitkę wstecz przez otwór. Ścieg uniósł się i pozostał luźny.
Iwo odetchnął. Nela dotknęła jego kolana.
Drugi ścieg puścił łatwiej. Przy trzecim papier podniósł się tak, że Sophie zobaczyła w środku ciemną, gładką powierzchnię. Wyglądała jak świeżo wypastowana skóra. Była jednak cienka i pusta, bez kształtu palców.
— Nie zaglądaj jeszcze — powiedział Iwo.
Sophie opuściła klapkę. Mężczyzna drżał, choć Nela nakryła go własnym fartuchem.
— To miał być mój but. Pamiętałem, że czarny. Nie mogłem sobie przypomnieć reszty.
Nela odezwała się nagle. Mówiła szybko, ze złością, która narastała przy każdym zdaniu. Iwo próbował jej przerwać, ale nie pozwoliła. Wskazała jego zdrową nogę i tupnęła własnym obcasem.
— Co mówi? — zapytała Sophie.
Iwo potarł twarz.
— Że but był brązowy.
Nela powiedziała coś jeszcze.
— I miał łatę po lewej stronie. Przyszyła ją po targu jesiennym.
— Po takim, na którym padało? — spytała Sophie.
Iwo spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Na każdym jesiennym targu pada.
Nela roześmiała się krótko. Palcem narysowała na podłodze krzywą linię. Przerwała ją dwukrotnie, jak szew, w którym pominięto oczka. Iwo obserwował ruch jej dłoni. Powoli rozprostował ramiona.
— Złamała igłę na gwoździu. Został pod podeszwą. Przez tydzień stukałem nim po kamieniach, zanim go wyciągnąłem.
Pod papierem coś trzasnęło. Sophie poczuła pod dłonią wypukłość, twardą i wyraźną. Nie odsłaniała jej.
— Mów dalej.
Iwo opowiedział o targu. Najpierw niechętnie, potem z rosnącym oburzeniem, bo Nela poprawiała niemal każdy szczegół. Nie kupił cebuli, tylko nasiona. Nie przewrócił się przy studni; usiadł, żeby wylać wodę z buta. Osioł rzeczywiście zjadł skórkę chleba, choć Iwo od dawna podejrzewał o to siostrę.
Sophie rozplatała szew. Czerwony sznurek układał się na jej kolanach, coraz dłuższy. Hauru trzymał papier tak, by nie ocierał się o stopę. Z kuchni dobiegał stuk chochli o podłogę zamku. Morgan domagał się publiczności.
Kiedy zostały trzy oczka, Iwo umilkł.
— A twoja stopa? — zapytała Sophie.
— Co?
— But to nie wszystko.
Spojrzał na Nelę. Kobieta oparła głowę o framugę, jakby dopiero teraz zabrakło jej sił. Mówiła ciszej. Iwo tłumaczył, robiąc coraz dłuższe przerwy.
— Kiedy byliśmy mali, nadepnąłem na odłamek dzbanka. Ona schowała skorupy, żeby matka nie zobaczyła. Do dziś mam bliznę pod dużym palcem.
— To jej szukaj — powiedziała Sophie.
Nie wiedziała, czy jej rada ma jakąkolwiek moc. Wiedziała tylko, jak łatwo człowiekowi pomylić własną rękę ze słowem „ręka”, kiedy patrzy na nią dostatecznie długo.
Ostatni ścieg wysunął się z papieru. Hauru uniósł klapkę.
Na podłodze stał brązowy but z krzywą łatą po lewej stronie. Z cholewki wystawała wełniana skarpeta, a nad nią kostka Iwa, obtarta do krwi.
Sophie dotknęła skarpety. Mężczyzna drgnął.
— Czuję.
Nela opadła na pięty. Hauru przytrzymał Iwa pod pachą, kiedy ten spróbował wstać. Nie pozwolił mu od razu obciążyć odzyskanej nogi.
— Powoli. Teraz będę udzielał wyłącznie nudnych rad.
Przeprowadzili go do kuchni. Iwo objął błękitną księgę tak mocno, że Sophie musiała odgiąć jego palce, zanim zdołał oprzeć dłoń na stole. Usiadł na całym krześle. Trzynogi stołek odsunęli pod ścianę.
Hauru ustawił przed nim filiżankę wody. Żaden nowy napis nie pojawił się na rachunku.
Iwo wypił połowę, a resztą zwilżył wargi. Chciał podziękować, lecz głos odmówił mu posłuszeństwa. Hauru odwrócił filiżankę uchem w jego stronę i usiadł obok. Przez kilka oddechów nie próbowali już niczego naprawiać.
Sophie zebrała papier po przesyłce. Puste miejsce na podpis zniknęło. Na jego miejscu znajdował się rysunek buta, niedokładny, ale z łatą po właściwej stronie. Pod spodem błyszczała mała, mokra plama.
— Nie zostawiaj tego tam — poprosił Iwo.
Przeniosła opakowanie do kuchni i położyła przy krześle. Dopiero wtedy odsunął dłoń od księgi. Nela uklękła i zaczęła rozwiązywać jego sznurowadło, mrucząc coś pod nosem.
Iwo uśmiechnął się po raz pierwszy.
— Mówi, że łata nadal trzyma, a on chciał ją wymienić.
Z zamku dobiegł protest Kalcyfera. Morgan wyrzucił chochlę za koc. Sophie poszła podnieść syna. Kiedy spojrzała z powrotem, zobaczyła Hauru pochylonego nad butem i Nelę podającą mu czystą ścierkę. Iwo siedział między nimi, bosy, z obiema stopami na swojej kuchennej podłodze.