DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 07

Okno na ulicę

Odcinek za 18 października 2026 · Opublikowano po przerwie technicznej · 6 min czytania · 1076 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Hauru zdjął z Iwa płaszcz i natychmiast tego pożałował. Z jednej kieszeni wysypały się gwoździe, z drugiej kreda, z trzeciej coś, co uciekło pod stół. Czarodziej uniósł ubranie wyżej.

— Ile ich właściwie masz?

— Kieszeni? Osiem.

— Pytałem raczej o zwierzęta.

Iwo spojrzał pod stół. Nela schyliła się, wyjęła spod krzesła małą drewnianą mysz i nakręciła ją, obracając ogon. Zabawka przebiegła między filiżankami, zatrzymała się przy chlebie i przewróciła na bok.

— Jedno — powiedział Iwo. — Robiłem je dawniej na jarmarki.

Morgan wyciągnął obie ręce. Sophie pozwoliła mu popatrzeć na mysz, trzymając syna z dala od luźnych gwoździ. Nela posprzątała podłogę, a Hauru ostrożnie powiesił płaszcz na gwoździu przy oknie.

Dopiero teraz Sophie zauważyła, że okno jest zabite od wewnątrz dwiema deskami. Wcześniej patrzyła wyłącznie na smugi i drzwi. Nad deskami pozostawała wąska szczelina. Wpadało przez nią żółte światło.

— Czy to wychodzi na ulicę? — spytała Iwa.

Mężczyzna podniósł głowę.

— Powinno.

— Na dzisiaj wystarczy mi „powinno”.

Nela odstawiła miotłę. Pokazała dwie rozcapierzone dłonie, potem przyłożyła palec do ust. Sophie podała jej fasolę. Rozpoznała słowa „ludzie” i „wołali”.

Iwo słuchał siostry z zamkniętymi oczami. Dopiero kiedy skończyła, przetłumaczył:

— Zabili je, bo ludzie zaglądali z ulicy. Chcieli wiedzieć, gdzie znikam. Potem nie chciała, żeby widzieli puste półki.

Nela powiedziała coś jeszcze, już ciszej.

— I myślała, że wrócę drzwiami. Nie chciała wychodzić, kiedy mogę zapukać.

Sophie oparła Morgana wyżej na ramieniu. Przyjrzała się gwoździom w deskach. Główki były duże i wystawały, jakby ten, kto wbijał, od początku zakładał późniejsze wyciąganie.

— Otworzymy?

Nela spojrzała na krzesło brata. Iwo skinął głową.

Hauru znalazł w jego płaszczu małe obcęgi. Wyciągał gwoździe bez narzekania, choć przy trzecim przyciął sobie zdrowy palec. Sophie udawała, że nie słyszy uwag, które skierował do narzędzia.

Kiedy zdjęli pierwszą deskę, przez kuchnię przemknęło powietrze pachnące końskim potem i pieczoną cebulą. Za szybą przesunął się szary osioł. Zatrzymał się, a po chwili zajrzała nad nim kobieta w filcowym kapeluszu.

Nela zamarła z deską w ręku.

Kobieta za szybą otworzyła usta. Potem obróciła się i krzyknęła w głąb ulicy tak głośno, że nawet Kalcyfer wychylił się z paleniska.

— Co się stało? — zawołał.

— Jeszcze nie wiem — odpowiedziała Sophie.

Nela odsunęła dolny skobel. Okno uniosło się z przeciągłym skrzypnięciem. Kobieta w kapeluszu mówiła bez przerwy, wyciągając do niej ręce. Nela odpowiadała coraz głośniej. Przez chwilę Sophie obawiała się kłótni.

Wtedy nieznajoma podała przez okno zawinięty w płótno bochenek.

Nela przycisnęła go do piersi i zaczęła płakać.

Iwo odwrócił twarz. Hauru podszedł do jego krzesła, lecz nie próbował pocieszać. Po prostu stanął tak, by kobieta z ulicy mogła zobaczyć, że mężczyzna siedzi przy stole.

Teraz płakały obie.

Sophie popatrzyła na Morgana. Syn marszczył nos, niezadowolony, że tak interesujące wydarzenie nie wiąże się z jego udziałem.

— Chleb — wyjaśniła mu. — Czasami to ważniejsze, niż wygląda.

Na ulicy zbierali się ludzie. Nie było ich wielu: chłopiec z koszem, stary mężczyzna w fartuchu i dziewczyna prowadząca drugiego osła. Za nimi ciągnęły się niskie domy o zielonych okiennicach. Bruk opadał ku małemu placowi. Na murze naprzeciwko suszono pęki ziół; z jednego spadały liście, prosto na łeb szarego zwierzęcia.

Sophie poczuła nagły głód. Dotąd jadła tylko urywane kęsy, zbyt zajęta, żeby zauważyć smak. Posadziła Morgana na kolanach i sięgnęła po owsiankę.

— Kim ona jest? — spytała Iwa.

— Mira. Piekarka. Przynosiła chleb przez okno, dopóki Nela przyjmowała.

Mira właśnie weszła na skrzynkę po drugiej stronie muru. Przechyliła się przez parapet i uszczypnęła Iwa w policzek. Mężczyzna skrzywił się, lecz tym razem bez bólu.

— Pyta, czy znowu udaję chorego, żeby nie naprawiać zamka w piekarni.

Nela odsunęła garnek, zrobiła miejsce i gestem zaprosiła sąsiadkę. Mira zawahała się dopiero na widok odsłoniętej framugi z półkami paczek. Hauru przesunął się przed nią.

— Tam jeszcze nie chodzimy — powiedział, a Nela powtórzyła ostrzeżenie.

Piekarka przytaknęła z niezwykłą powagą. Potem z niezgrabną pomocą Hauru przegramoliła się przez okno. Zajęła drugie całe krzesło. Nela została na stojąco, oparta biodrem o stół.

Iwo położył błękitną księgę przed sobą. Otworzył ją ostrożnie. Na pierwszej stronie narysowano dom z tym samym oknem, przy którym stali. Dalej znajdowały się szkice zawiasów i odręczne uwagi. Między kartkami tkwił zasuszony listek.

Nela dotknęła oprawy i wskazała jasny prostokąt na ścianie.

— To ta księga? — spytała Sophie.

Iwo przytaknął.

— Należała do ojca. Zapisywał, co naprawił. Ja dopisałem przejścia.

Nie przewrócił kolejnej strony. Położył na niej dłoń.

— Teraz nie umiem przeczytać własnych uwag. Widzę litery, ale nie wiem, co miałem na myśli.

Hauru pochylił się nad szkicem. Sophie zauważyła początek srebrnej kreski na jego palcu. Nela gwałtownie cofnęła rękę ze stołu.

Czarodziej od razu zacisnął dłoń.

Iwo patrzył na niego nieruchomo.

— Tym kolorem rysowałem ostatnie drzwi — powiedział. — Nie pamiętam, jak zdobyłem farbę. Wiem tylko, że Nela nie chciała, żebym ich kończył.

Hauru schował ręce pod stół.

— W takim razie dzisiaj użyjemy ołówka.

Mira znalazła jeden za własnym uchem. Podała mu go bez pytania. Był krótki, obgryziony i pachniał mąką.

Hauru narysował na czystej kartce obecną framugę. Zaznaczył dwa zawiasy i miejsce, w którym zaczynał się czarny ślad. Iwo śledził ruch ołówka. Przy dolnej krawędzi zatrzymał jego dłoń.

— Tutaj. Kiedy wyciągnęliście kołek, tamta strona przestała ciągnąć.

Nie wiedzieli, czy wystarczy. Hauru oparł deskę zdjętą z okna w poprzek otwartej framugi, na wysokości kolan, żeby nikt przypadkiem nie wszedł. Nela zawiązała na niej jasną ścierkę. Na razie była to cała ochrona, na którą potrafili się zgodzić.

Mira zaczęła kroić chleb. Odsunęła nóż od rachunku, nie dotykając go. Nela pokazała sąsiadce czerwony sznurek i ostrzegła ją kilkoma krótkimi zdaniami.

Przez okno wsunęła się dziecięca ręka. Chłopiec z koszem podał Iwowi mały metalowy dzwonek bez serca. Powiedział coś cicho i natychmiast spuścił oczy.

Iwo wziął przedmiot.

— Od młyna — wyjaśnił Sophie. — Wypadł mu ten kawałek ze środka. Chłopiec przynosi go od tygodnia.

Hauru sięgnął po ołówek, ale Iwo pokręcił głową. Wyciągnął z płaszcza drut, obejrzał go pod światło i poprosił o obcęgi.

Zajęło mu to długo. Dwa razy musiał odpocząć. Nela podtrzymywała dzwonek, kiedy zaciskał ostatnią pętlę. Wreszcie oddał go chłopcu przez okno.

Pierwszy dźwięk był cienki i nierówny. Drugi zabrzmiał głośniej.

Chłopiec pobiegł w stronę placu. Mira zawołała za nim, żeby nie straszył osłów. Iwo oparł głowę o ścianę, zmęczony, z mąką na policzku i drutem na kolanach.

Sophie odkroiła dla niego jeszcze jedną kromkę. Za plecami nadal mieli rachunek i otwartą drogę do miejsca pełnego paczek. Przed sobą — stół, przy którym zrobiło się za mało krzeseł.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.