Kiedy Hauru wrócił przez okno, Sophie spała w fotelu po drugiej stronie przejścia do zamku. Morgan leżał na jej piersi, z policzkiem wciśniętym w kołnierz. Kalcyfer podniósł cienki płomień na znak, żeby czarodziej nie otwierał ust.
Hauru zamknął je posłusznie. Dopiero wówczas zauważył, że Nela przysunęła pod nogi fotela zwiniętą derkę, a Iwo trzymał w dłoni długą drewnianą listewkę.
Mężczyzna próbował dosięgnąć nią grzebienia na krawędzi stołu.
Hauru złapał koniec listwy.
— Nie ruszaj.
— Chcę podłożyć klin. Pęka.
W rogowym grzebieniu, między dwoma zębami, biegła jasna rysa. Czerwony sznurek drżał tak słabo, że można było wziąć go za nieruchomy. Każde drgnienie rozszerzało szczelinę o odrobinę.
Iwo podał czarodziejowi dwa drewniane klocki. Hauru wsunął je pod sznurek, pozwalając mu oprzeć się na szerszej powierzchni. Grzebienia jeszcze nie wyciągał.
— To był dobry grzebień — powiedział cicho.
— Przepraszam.
— Powiedziałem to do niego.
Położył przed Iwem kartki od Miry. Najpierw własny rysunek, potem pasek z dwoma rzędami kwadratów. Opowiedział o warstwach, czarnym spodzie i futrynie oskrobanej przy dolnym zawiasie. Iwo obracał papier między palcami. Nela stała za jego krzesłem, opierając dłonie na oparciu.
— Tę kartkę znam — powiedział wreszcie. — Wypełniałem takie. Kwadrat za każdy przygotowany kawałek futryny. Żeby nie poprawiać dwa razy tego samego miejsca.
— Gdzie je dostawałeś?
Iwo potrząsnął głową. Hauru poczekał, ale nic więcej nie przyszło mu do pamięci.
Nela położyła palec na pustym ostatnim polu. Potem wskazała próg prowadzący do paczek.
Była to szeroka deska, przydeptana pośrodku do gładkości. Z jednej strony tkwił w niej krótki, czarny gwóźdź. Drugi koniec zasłaniała smuga.
— Jesion — powiedział Iwo. — Ojciec go wstawił. Pod spodem zostawił miejsce na skoble.
Hauru przykucnął za deską ostrzegawczą. Ścierka musnęła mu policzek. Po drugiej stronie nieruchome lampy oświetlały półki, na których nie widział końca rzędu paczek.
— Czy podkład jest też pod progiem?
— Nie pamiętam.
Nela odpowiedziała natychmiast. Podała Hauru fasolę, przycisnęła do niej własny palec i powtórzyła. Tym razem usłyszał „podnieś”. Pokazała, jak Iwo zdejmował deskę, odwracał ją i odkładał z powrotem.
Z zamku dobiegło skrzypnięcie fotela.
— Co podnosimy? — zapytała Sophie.
— Jeszcze nic — odparł Hauru.
Przyglądała mu się przez chwilę, zaspana, z dłonią na plecach syna. Potem przeniosła wzrok na pęknięty grzebień.
— Dobrze. Obudź mnie, zanim zaczniecie.
— Właśnie cię obudziliśmy.
— W takim razie potrzebuję minuty, żeby wam wybaczyć.
Iwo pokazał miejsce, w którym kończyła się deska. Nela przyniosła młotek i szerokie, stare dłuto. Nie szukała ich długo. Hauru zastanowił się, ile razy musiała już obmyślać tę czynność, siedząc sama w kuchni.
Sophie ułożyła Morgana na kocu w zamku. Chłopiec obudził się przy odkładaniu i zaprotestował. Kalcyfer wyciągnął płomienną twarz.
— Nie patrz tak na mnie. Ja też wolałbym, żeby ktoś inny pilnował.
Hauru odsunął deskę ze ścierką tylko na tyle, żeby móc pracować. Nela wsunęła dłuto pod jasny koniec progu. Przy pierwszym uderzeniu zamek w zdjętych drzwiach szczęknął.
Wszyscy spojrzeli na oparte o ścianę skrzydło.
— Słyszy — powiedziała Sophie.
— Albo czuje drgania — odparł Hauru.
Nie rozstrzygali. Iwo trzymał kartkę z kwadratami na kolanach, jakby mogła mu podpowiedzieć zapomniany ruch. Nela uderzyła drugi raz. Gwóźdź wyszedł na wysokość paznokcia.
Hauru chwycił go obcęgami. Wyrwał powoli, obracając narzędzie, żeby nie rozłupać drewna. Deska uniosła się po jednej stronie, ale drugi koniec pozostał przy podłodze.
Pod spodem biegła srebrna linia. Przy samym brzegu skręcała i wracała wąskim, czarnym pasmem.
Nela odłożyła młotek. Hauru przytrzymał deskę drewnianym klockiem. Nie pozwolił, żeby opadła na odkryty splot.
— To samo co na słoiku — powiedział. — Tylko tutaj jest całe.
Iwo wstał. Zachwiał się, ale tym razem nie usiadł. Sophie podsunęła mu krzesło bliżej, żeby mógł się oprzeć.
— Nie przecinaj od góry — powiedział. — Jeśli to złączy się znowu…
Urwał i przycisnął dłoń do skroni.
Hauru odłożył obcęgi. Nie miał zamiaru udawać, że resztę ostrzeżenia już zna.
Rachunek zaszeleścił. Na krześle pod filiżanką powstawał nowy napis. Sophie przyłożyła fasolę.
— Próg.
Deska drgnęła pod klockiem. Jej brzeg zaczął blednąć.
— Nela — powiedziała Sophie i pokazała dłuto. — Od drewna. Tak jak zaschnięty klej.
Kobieta zrozumiała gest. Przyłożyła ostrze płasko, pomiędzy srebrną warstwą a spodem deski. Hauru trzymał próg, Sophie podsuwała drugi klocek, a Nela pchała narzędzie obiema dłońmi.
Pas odchodził powoli. Spod niego wyłaniały się włókna jesionu, wilgotne i ciemne. Przy każdym ruchu zamek szczękał szybciej.
W pokoju paczek podniosła się pierwsza etykieta. Potem następna. Z szelestu zrobił się długi, równy szum, jak deszcz na suchych liściach.
Hauru poczuł szarpnięcie w ramieniu. Próg ciągnęło w stronę półek.
— Jeszcze kawałek — powiedziała Sophie.
Ostatni fragment trzymał przy gwoździu po ciemnej stronie. Nela nie mogła dosięgnąć go dłutem. Iwo wyciągnął z kieszeni płaszcza wąskie szydło. Wyprostował się za krzesłem i podał je siostrze rękojeścią naprzód.
Zsunęła nim przyklejony brzeg.
Srebrno-czarny pas odpadł. Hauru uniósł deskę ku kuchni, a widok półek złożył się w wąską smugę. Przez chwilę w otwartej framudze nie było nic, nawet ciemności. Potem pojawił się żółtawy tynk.
Za nim stało wiadro i para wysokich butów.
Zamek umilkł.
Hauru położył próg na stole, czystą stroną do góry. Nie wszedł od razu do odzyskanego pomieszczenia. Nela pierwsza podniosła lampę. Zajrzała w głąb, a potem zawołała Iwa głosem tak zwyczajnym, że Sophie poczuła ucisk w gardle.
Była to wąska sień. Pod ścianą wisiała kurtka. Na podłodze leżał przewrócony kosz, a w dalszych drzwiach tkwił zardzewiały klucz. Przez małe okienko nad nimi wpadało światło z ulicy.
Iwo stanął obok siostry, trzymając się framugi.
— Nasze wiadro — powiedział.
Nikt się nie roześmiał.
Na rachunku nowy wyraz zatrzymał się po dwóch literach. Czerwony sznurek zwiotczał. Grzebień opadł na blat i rozłamał się cicho na dwie części.
Sophie nie wyciągnęła igły. Nela ustawiła odwróconą glinianą miskę nad odklejonym pasem leżącym na podłodze. Hauru przywrócił deskę ostrzegawczą w poprzek framugi. Nadal nie wiedzieli, czy sień zostanie ani co stało się z paczkami.
Kalcyfer odchrząknął.
— Wasz syn zjadł róg koca. Nie cały, na szczęście. Czy teraz ktoś może wrócić?
Sophie podniosła Morgana. Hauru usiadł na podłodze obok fotela, z obiema połówkami grzebienia w dłoni. Nela otworzyła okno szerzej i zawołała Mirę przez ulicę.
Iwo pozostał przy framudze. Nie próbował już przypominać sobie kolejnych instrukcji. Patrzył na wiadro, jakby po raz pierwszy zobaczył rzecz, która potrafiła cierpliwie na niego poczekać.