DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 11

Od strony ulicy

· 6 min czytania · 1047 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Mira pojawiła się pod oknem z rękami białymi od mąki. Zobaczyła zdjęty próg na stole, odwróconą miskę na podłodze i Nelę, która wyciągała do niej obie dłonie. Zaczęła wchodzić na skrzynkę.

— Zaczekaj — powiedział Iwo.

Sophie odwróciła się od zamkowego fotela. Mężczyzna stał przy framudze. Nie podtrzymywał już chorej nogi ręką, ale wyraźnie oszczędzał ją, przenosząc ciężar na drugą stopę.

Nela zatrzymała się z dłonią na parapecie.

Iwo spojrzał na deskę ostrzegawczą.

— Chciałbym spróbować drzwi.

Nikt nie odpowiedział od razu. Za framugą nadal było widać wiadro, buty i kurtkę. Nic nie zbladło ani nie zaszeleściło. Hauru wstał z podłogi, odłożył połówki grzebienia na komodę i przyszedł do kuchni.

— Najpierw ja.

Nela weszła mu w drogę. Powiedziała coś krótko, wskazała brata i własną pierś. Nie potrzebowała fasoli, żeby jasno wyrazić sprzeciw.

— Mówi, że to nasz dom — przetłumaczył Iwo.

Hauru spojrzał na Sophie. Wzruszyła ramionami, trzymając Morgana na biodrze.

— W tym akurat trudno się z nią nie zgodzić.

Odsunęli deskę. Nela podniosła lampę i postawiła stopę na posadzce sieni. Zaczekała. Iwo patrzył na rachunek leżący pod filiżanką. Czerwony sznurek pozostał luźny.

Kobieta zrobiła następny krok. Obcas stuknął zwyczajnie o kamień.

Sophie nie wiedziała, kiedy zaczęła wstrzymywać oddech. Wypuściła powietrze dopiero, gdy Nela podniosła przewrócony kosz i ustawiła go pod ścianą.

— Bardzo dobrze — mruknął Hauru. — Kosz nie zgłosił zastrzeżeń.

Iwo poszedł za siostrą. Sophie została przy rachunku, a czarodziej stanął obok niej. Żadne z nich nie proponowało już, żeby rodzeństwo się pospieszyło.

W dalszych drzwiach tkwił zardzewiały klucz. Nela ujęła go przez fartuch i spróbowała obrócić. Zamek zaprotestował. Przekręciła w drugą stronę, nacisnęła ramieniem i zatrzymała się.

Iwo powiedział coś cicho.

Spojrzała na niego z oburzeniem, po czym uniosła klamkę zamiast ją naciskać.

Drzwi otworzyły się na ulicę.

Mira zeskoczyła ze skrzynki. Przebiegła pod oknem i zniknęła im z oczu. Chwilę później stała już w sieni, obejmując Nelę tak mocno, że lampa przechyliła się niebezpiecznie. Iwo odebrał ją siostrze.

Przez otwarte wejście napłynęło powietrze, chłodniejsze niż przy kuchennym oknie. Sophie usłyszała turkot wózka i głos kogoś targującego się o cebulę. Rachunek ani drgnął.

Mira weszła do kuchni zwykłą drogą. Stanęła pośrodku, rozejrzała się i otarła policzek przedramieniem, zostawiając białą smugę.

Potem powiedziała coś do Iwa. Mężczyzna zerknął na Hauru.

— Pyta, czy naprawdę umiesz czarować, skoro nie naprawiłeś krzesła.

Chodziło jej o trzynogi stołek.

— Nie naprawiłem również własnego grzebienia — odpowiedział czarodziej. — Dzień nie sprzyja reklamie moich usług.

Iwo przetłumaczył. Mira pokiwała głową z powagą tak wielką, że Sophie musiała odwrócić twarz.

Nela przyniosła z sieni parę wysokich butów. Wstawiła je pod stół, po czym usiadła na podłodze, aby rozetrzeć sobie stopy. Po raz pierwszy od początku poranka pozwoliła, żeby ktoś inny stał przy drzwiach.

Hauru położył przed Mirą jej pasek z kwadratami. Obok rozłożył wspólny szkic z piekarni.

— Teraz możemy przestać zgadywać — powiedział do Iwa. — Zapytasz ją, kto malował futrynę?

Mira zaczęła odpowiadać, zanim pytanie dobiegło końca. Mówiła szybko. Iwo słuchał, marszczył brwi i raz poprosił, żeby powtórzyła.

— Dwóch ludzi — przekazał. — Starszy mówił, młodszy robił. Przyjechali z wózkiem. Chcieli pokazać, że dostawa może wejść od podwórza, nawet kiedy droga jest nieprzejezdna.

Mira wtrąciła coś i wskazała buty pod stołem.

— Błoto — poprawił się Iwo. — Nie chodziło o zamkniętą drogę. O to, żeby nie wnosić błota.

Sophie podciągnęła rękaw Morgana. Tak mało wystarczyło, żeby obietnica brzmiała rozsądnie. Żadnych skarbów ani wiecznej młodości; po prostu mniej mycia podłogi po przywiezieniu worków.

— A dlaczego nie pozwoliła skończyć? — spytała.

Mira rozłożyła dłonie. Odwróciła pasek z kwadratami i stuknęła paznokciem w prawie pustą stronę. Przy brzegu znajdował się drobny rysunek dłoni, którego Hauru wcześniej nie zauważył.

— Chcieli, żeby dotknęła mokrego podkładu — powiedział Iwo. — Całą dłonią. Żeby przejście wiedziało, do kogo należy.

Nela podniosła głowę.

— Nie zrobiła tego? — zapytał Hauru.

Iwo powtórzył pytanie. Piekarka wybuchnęła śmiechem. Pokazała białe palce, potem przesunęła dłonią po stole tak, jak wygładza się ciasto.

— Powiedziała, że nie włoży ręki w cudzą maź przed pieczeniem. Kazali przyjść po pracy. Nie wrócili.

Śmiech skończył się, kiedy Iwo odwrócił własną lewą dłoń wnętrzem do góry.

Nie było na niej srebra. Wzdłuż podstawy palców biegł jednak rząd małych, ciemnych punkcików. Sophie widziała je wcześniej i wzięła za ślady od narzędzi.

Iwo przesunął po nich kciukiem.

— Myślałem, że to smar.

Nela wstała. Przyniosła wodę i czystą ścierkę, ale brat przytrzymał jej rękę.

— Już myłem.

Tłumacząc Mirę, nie musiał szukać wyrazów. Teraz każde zdanie przychodziło mu z wysiłkiem. Hauru usiadł na podłodze przy jego krześle, żeby nie patrzeć na niego z góry.

— Pamiętasz dotknięcie?

Iwo skinął głową.

— Zimne. Przyciskałem, bo kazali mocniej. Potem dostałem pędzel.

Sophie spojrzała na rachunek. Nie pojawił się żaden nowy wiersz. To nie uspokoiło jej tak, jak powinno.

Hauru nie dotknął śladów. Poprosił o czystą kartkę i ołówek. Narysował dłoń, zaznaczył punkty, a pod spodem wpisał słowa Iwa. Potem podał mu papier.

— Sprawdź. Nie chcę dopisywać tego, czego nie powiedziałeś.

Mężczyzna przeczytał powoli. Skreślił jedno słowo: „dostałem”. Nad nim napisał „kupiłem”.

— Płaciłem za pędzel — powiedział ze zdumieniem. — Miałem nim pracować. Mówili, że zacznę od własnego domu.

Mira usiadła na brzegu stołu, z dala od progu. Nela oparła dłoń na ramieniu brata. Nikt przez chwilę nie zadawał pytań.

Za otwartymi drzwiami zatrzymał się cień człowieka. Starszy mężczyzna w fartuchu, którego Sophie widziała wcześniej na placu, zajrzał do sieni. Trzymał w dłoni kapelusz. Mira powiedziała mu kilka zdań. Przytaknął, postawił przy wejściu mały drewniany stołek i odszedł, zanim ktokolwiek zdążył podziękować.

Piekarka wskazała dar, potem Hauru, z miną całkowicie niewinną.

— Konkurencja — oznajmił czarodziej.

Iwo parsknął. Był to krótki, bolesny śmiech, ale tym razem nie zakończył się kaszlem.

Nela przyniosła stołek do kuchni. Postawiła go przy bracie i usiadła. Mira pokazała na rysunku dwóch przyjezdnych, stuknęła w postać starszego i powiedziała jedno słowo.

Iwo podniósł oczy.

— Wiktor. Tak młodszy do niego mówił.

Hauru zapisał imię pod rysunkiem. Nie podkreślił go ani nie otoczył kółkiem. Położył kartkę obok opisu pędzla i przykrył obie czystą filiżanką.

Sophie poszła z Morganem do otwartych drzwi na ulicę. Stanęła w sieni, obok wiadra, i poprawiła szal na ramionach syna. W kuchni rozmawiano dalej, a ona przez chwilę po prostu patrzyła, jak ludzie przechodzą przed domem, nie musząc wspinać się do żadnego okna.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.