DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 12

Niedokończona robota

· 6 min czytania · 1038 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Sophie zobaczyła go, zanim zdążył zajrzeć do środka. Młody człowiek niósł płaską skrzynkę przewieszoną przez ramię. Zatrzymał się przy domu, spojrzał na otwarte drzwi i cofnął stopę, jakby pomylił adres.

Potem dostrzegł ją z Morganem.

Uśmiechnął się szybko, bez przekonania. Powiedział kilka słów i wskazał ulicę. Sophie zrozumiała jedynie imię Miry.

— Jest tutaj — odpowiedziała. — Mira!

Piekarka wyszła z kuchni. Na widok przybysza stanęła tak gwałtownie, że Hauru, idący za nią, musiał złapać się framugi.

Młody człowiek przestał się uśmiechać.

Mira powiedziała jedno zdanie. Czarodziej nie znał słów, ale znał ten ton. W taki sposób Sophie pytała czasem, czy naprawdę zamierza wyjść w nowym płaszczu, kiedy na stole leży nierozliczony rachunek.

Przybysz odpowiedział, unosząc dłonie. Spod rękawa wysunęła się srebrna plamka. Nie na skórze; na mankiecie.

Iwo pojawił się w drzwiach kuchni.

Mężczyzna spojrzał na niego i nagle ugiął kolana. Skrzynka uderzyła go o biodro. Hauru wyszedł na ulicę, stanął z boku i podtrzymał jej spód, zanim otworzyło się wieko.

— Ostrożnie. Jeśli masz tam pędzle, wszyscy bardzo chcielibyśmy, żeby zostały w środku.

Przybysz coś wymamrotał. Iwo przycisnął rękę do framugi.

— Pyta, czy to naprawdę ja.

Nela przecisnęła się obok brata. Nie uderzyła młodego człowieka, chociaż Sophie przez chwilę była pewna, że właśnie po to wstała. Wzięła skrzynkę z rąk Hauru i postawiła ją na ulicznym bruku.

Potem pokazała mężczyźnie Iwa. Od stóp po twarz. Powoli.

Przybysz spuścił głowę.

Mira zaczęła mówić. Wskazywała kolejno skrzynkę, swój fartuch i kierunek piekarni. Kiedy młody próbował przerwać, podniosła palec. Zamilkł.

— To ten młodszy — powiedział Iwo do Hauru. — Przyszedł po słoik.

Sophie cofnęła się z Morganem do kuchni. Chłopiec szarpał ją za szal; nie podobało mu się, że wszyscy stoją i rozmawiają zamiast wykonywać interesujące czynności. Usiadła na stołku przyniesionym przez sąsiada, w zasięgu wzroku otwartych drzwi.

Hauru nie zapraszał przybysza dalej. Wskazał skrzynkę i zapytał Iwa:

— Jak się nazywa?

— Olek.

— Powiedz mu, że chcemy wiedzieć, po co przyszedł. Dokładnie.

Iwo powtórzył pytanie. Olek odpowiedział krótko. Mira natychmiast dorzuciła coś od siebie.

— Miał zabrać materiał po niedokończonej robocie. Wiktor kazał mu wrócić, kiedy piekarka skończy piec.

— Gdzie jest Wiktor?

Olek wskazał w dół ulicy. Powiedział więcej, lecz Iwo pokręcił głową, jakby nie dosłyszał.

— Przy moście. Czeka z wozem.

Hauru obejrzał ulicę. Widział plac, zioła na murze i kobietę zdejmującą pranie. Mostu nie widział.

— Daleko?

Tym razem odpowiedziała Mira. Kilka zakrętów, sądząc po gestach. Potem stuknęła w skrzynkę.

Olek pochylił się, żeby ją zabrać. Nela postawiła na wieku stopę.

Zapadła cisza.

Sophie uniosła brwi. Czarodziej odwrócił twarz, ukrywając nieproszony uśmiech.

Olek wyciągnął spod kołnierza sznurek z małym kluczem. Wyciągnął go daleko od ciała, tak by wszyscy widzieli. Powiedział coś do Neli.

— Chce otworzyć — przetłumaczył Iwo.

Kobieta cofnęła nogę. Hauru poprosił, żeby odsunęli się od wejścia. Przestawił skrzynkę na pustą skrzynkę po warzywach stojącą przy murze; nie chciał pochylać się nad nieznaną zawartością z twarzą przy samym wieku.

W środku leżały pędzle, zrolowane płótno, paczka formularzy i trzy zamknięte słoiki. Wszystko miało własne przegródki. Na jednym pędzlu zaschło srebro, pozostałe wyglądały na nieużywane.

Hauru wskazał papiery. Olek zawahał się, ale podał mu jeden arkusz. Dwa rzędy kwadratów. Na odwrocie mała dłoń.

Iwo usiadł na kamiennym schodku. Nela stanęła za nim, dotykając palcami jego ramienia.

— Nie wiedziałem — powiedział młody człowiek.

Powtórzył to jeszcze raz we własnym języku. Pierwsze słowa wypowiedział w języku Hauru tak wyraźnie, że czarodziej spojrzał na niego ostro.

— Rozumiesz mnie?

Olek pokręcił głową. Powtórzył te same dwa słowa, z identycznym naciskiem. Znał zdanie, nie rozmowę.

— Kto cię tego nauczył? — spytał Hauru przez Iwa.

Młody zacisnął usta. Mira podeszła bliżej. Nie krzyczała już. To zdawało się niepokoić Olka bardziej niż jej wcześniejsza złość.

— Wiktor — przekazał Iwo. — Na wypadek reklamacji od przyjezdnych.

Hauru położył czysty formularz na wieku. Przez chwilę patrzył na mały rysunek dłoni.

— Powiedz mu, żeby tym razem odpowiedział własnymi słowami.

Olek oparł palce o krawędź skrzynki. Zaczął mówić, przerwał, potarł policzek. Iwo tłumaczył zdanie po zdaniu.

Starszy przywoził materiały. Olek oczyszczał futryny i nakładał pierwszą warstwę. Wiktor kończył, chyba że znalazł kogoś, kto kupił pędzel i chciał wykonywać robotę sam. Wtedy pokazywał mu, jak przyłożyć rękę, i zostawiał kartki.

— A potem? — zapytała Sophie od drzwi kuchni.

Iwo powtórzył pytanie. Olek spojrzał w jej stronę, lecz zaraz odwrócił oczy od Morgana.

— Potem zbieraliśmy puste opakowania. I pieniądze za następny materiał.

Nela powiedziała coś cicho. Brat nie przetłumaczył. Olek zaczerwienił się aż po uszy.

Hauru wskazał srebrny mankiet.

— A ty przykładałeś rękę?

Młody zaprzeczył natychmiast. Pokazał obie dłonie. Były popękane od pracy, z ziemią przy paznokciach. Nie było na nich rzędu ciemnych punkcików.

Nie dowodziło to niczego poza tym, co widzieli. Hauru nie powiedział, że mu wierzy. Nie powiedział też, że kłamie.

Iwo odwrócił lewą dłoń. Olek patrzył na ślady długo. Przestał dotykać swojej skrzynki.

W końcu sięgnął do osobnej, wąskiej przegródki. Wyjął mały notes w miękkiej skórze i podał go Iwowi.

— Tutaj zapisywałem adresy.

Hauru usłyszał tłumaczenie, zanim zrozumiał wagę gestu. W notesie mogły być kolejne domy, w których ktoś właśnie mył rękę albo czekał na dostawę.

Iwo nie otworzył go na oślep. Spytał, gdzie jest ich ulica. Olek sam odnalazł stronę. Wskazał wpis, pod którym narysowano mały pędzel.

Przy niektórych wierszach widniały liczby. Inne przekreślono pojedynczą kreską, jeszcze inne poprawiano tak wiele razy, że papier stał się szorstki. Iwo przesunął opuszką po własnym adresie, lecz nie próbował odgadywać znaczenia znaków. Zapytał o pierwszy. Olek zaczął odpowiadać i tym razem nikt mu nie przerwał. Hauru odsunął formularz z małą dłonią, robiąc miejsce na notes.

Nela pochyliła się nad ramieniem brata. Po raz pierwszy od przyjścia młodego człowieka odstąpiła od skrzynki.

— Zostaniesz tutaj? — zapytał Hauru przez Iwa.

Olek spojrzał w stronę placu. Potem odpiął pasek od ramienia i usiadł na dolnym schodku. Klucz do skrzynki położył na jej wieku.

Mira poprosiła Iwa o notes. Przejrzała wskazaną stronę, przewróciła dwie następne i przycisnęła palec do jednego wiersza. Powiedziała nazwisko z takim zdumieniem, jakby spotkała znajomego w zupełnie niewłaściwym miejscu.

Olek schował twarz w dłoniach.

Hauru nie ruszył w stronę mostu. Usiadł obok Iwa, poprosił o ołówek i zaczął przepisywać pierwszy adres. Na Wiktora chciał spojrzeć dopiero wtedy, gdy będzie wiedział, o co zapytać.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.