DZIENNIK WĘDRUJĄCEGO ZAMKU · ROZDZIAŁ 13

Droga do pralni

· 6 min czytania · 1044 słów

Autorska opowieść fanowska inspirowana światem Hauru. Własna linia wydarzeń poza książkami i filmem; może nawiązywać do obu powieści. Nie jest oficjalną kontynuacją.

Mira zabrała Hauru ołówek, zanim skończył przepisywać adres. Postawiła kreskę przy nazwisku na dalszej stronie notesu i odsunęła papier od jego dłoni.

— Róża — powiedział Iwo. — Prowadzi pralnię za placem. Mira chce iść do niej teraz.

Olek podniósł głowę. Zaczął mówić szybko, wskazując most, potem skrzynkę. Piekarka odczekała, aż skończy, i powtórzyła nazwisko.

— Wiktor może odjechać — przetłumaczył Iwo.

— Wiem — odparł Hauru.

Spojrzał na notes. Byłoby łatwiej pójść za człowiekiem, który miał wszystkie odpowiedzi, gdyby rzeczywiście miał pewność, że je dostanie. Widział już dosyć ludzi umiejących sprzedać wyjaśnienie razem z nowym problemem.

Mira wyciągnęła do niego rękę po kartkę. Hauru podał jej kopię adresu. Piekarka wsunęła ją pod kapelusz.

— Idziemy do pralni — powiedział.

Iwo spróbował wstać. Nela położyła dłoń na jego ramieniu; nie przycisnęła go, ale wystarczyło, żeby się zatrzymał.

— Będziesz potrzebował tłumacza.

— Odpocznij. Wystarczy, że Mira będzie wiedziała, co mówi.

Olek powiedział coś ciszej. Iwo wysłuchał go i spojrzał na czarodzieja.

— On też pójdzie. Zna wejście od podwórza.

Hauru nie zaprotestował. Poprosił tylko, żeby zamknąć skrzynkę z materiałami i nie zanosić jej do kuchni. Olek przekręcił klucz, po czym wraz z Nelą przeniósł skrzynkę pod ścianę sieni, z dala od przejścia do zamku. Klucz oddał Iwowi.

Sophie stanęła przy drzwiach. Morgan spał na jej ramieniu; wreszcie zabrakło mu sił do narzekania.

— Fasola — przypomniała.

Hauru znalazł ją w kieszeni. Potarł kciukiem gładką skórkę.

— Wrócimy zwykłą drogą.

— I nie naprawiaj nikomu całej ulicy bez pytania.

— Pozostawię jedną dziurę. Dla równowagi.

Mira ruszyła pierwsza. Przeszła przez plac tak prędko, że Olek musiał podbiec, żeby otworzyć przed nią furtkę pomiędzy dwoma domami. Hauru szedł za nimi, osłaniając zdrową dłonią zabandażowane palce przed wystającymi gałęziami porzeczek.

Pralnia znajdowała się w niskim budynku przy rowie, którym płynęła mętna woda. Na sznurach wisiały prześcieradła. Jedno uderzyło czarodzieja w twarz. Odsunął je z godnością, a następne zrobiło dokładnie to samo.

Olek zacisnął usta. Hauru zobaczył, że chłopak powstrzymuje uśmiech.

— Możesz się śmiać. Tylko mi pomóż.

Nie zrozumiał słów, ale przytrzymał płótno.

Przy szerokich drzwiach stała kobieta z zawiniętymi rękawami. Włosy miała upięte dwoma drewnianymi patyczkami. Na widok Miry wskazała kosz na ławie i zaczęła coś tłumaczyć, pokazując plamę na obrusie.

Piekarka przerwała jej w połowie zdania. Podała kartkę z adresem i wskazała Olka.

Róża spojrzała na niego, potem na Hauru. Jej twarz stężała.

Olek postąpił naprzód. Powiedział kilka słów. Nie użył wyuczonego „nie wiedziałem”, za co czarodziej był mu wdzięczny, choć nadal nie rozumiał odpowiedzi.

Kobieta z pralni odwróciła się i szarpnęła za drzwi. Otworzyły się bez oporu na zwykłe podwórze. Stały tam dwie balie, stos drewna i wózek z mokrą bielizną.

Róża pokazała to wszystko szerokim gestem, jakby przedstawiała dowody przed sądem.

Mira wyjęła fasolę z otwartej dłoni Hauru i podała przyjaciółce. Obie zaczęły mówić wolniej. Czarodziej przysunął palec do ziarna.

Usłyszał „działa” i „zapłaciłam”.

Olek odwrócił notesową kopię i narysował na odwrocie prostokąt z małą dłonią u dołu. Róża przytaknęła. Pokazała lewą rękę. Przy podstawie palców miała taki sam rząd ciemnych punkcików jak Iwo.

Hauru nie sięgnął po jej dłoń. Wskazał ślady, potem Olka. Młody wyciągnął czystą kartkę z kieszeni i zaczął rysować.

Najpierw kosz. Potem drzwi. Za nimi drugi kosz, mniejszy.

Róża zabrała mu ołówek. Przekreśliła mały kosz, narysowała większy, a obok kilka krótkich kresek. Wbiła czubek ołówka w papier tak mocno, że złamał się grafit.

— Dobrze — powiedział Hauru, choć nic nie było dobrze. — Pokaż nam.

Zrozumiała gest, nie słowa. Poszła na podwórze i podniosła płócienną osłonę wózka. W środku leżały pościele przewiązane sznurkiem. Każdy pakunek miał papierową etykietę.

Czarodziej przykucnął. Na pierwszej znajdowały się litery, na drugiej niewielki rysunek kwiatu. Trzecia była biała. Nie dostrzegł czarnej smugi, lecz pusty papier nie podobał mu się bardziej niż plama.

Róża dotknęła ostatniego pakunku i pokazała okno na piętrze domu po drugiej stronie rowu. Potem uniosła pustą etykietę, szukając czegoś wzrokiem.

Mira zapytała ją o coś. Kobieta odpowiedziała z irytacją, ale po chwili powtórzyła to samo ciszej. Zmarszczyła czoło.

Przy fasoli Hauru zrozumiał „nazwisko”.

Przynieśli pościel. Wiedziała skąd. Nie mogła przypomnieć sobie, jak podpisać paczkę.

Mógł się mylić. Nie zamierzał budować zaklęcia na takim domyśle.

Wskazał puste miejsce. Róża wzruszyła ramionami, sięgnęła po sąsiedni pakunek i zaczęła czytać etykietę. To nazwisko wypowiedziała bez trudu. Przy pustej kartce znów zamilkła.

Mira odwróciła wzrok. Olek przysiadł na krawędzi balii.

W drzwiach podwórza rozległ się miękki szelest. Jedna z etykiet poruszyła się, chociaż prześcieradła na sznurze wisiały nieruchomo.

Hauru wstał.

Na wewnętrznej stronie dolnej belki dostrzegł wąską srebrną linię. Nie całą ramę, tylko fragment, przez który musiał przejeżdżać wózek. Róża zauważyła jego spojrzenie i natychmiast zasłoniła drzwi ciałem.

— Działa — powiedziała, dotykając fasoli.

Tym razem wyraz był wyraźny.

Hauru cofnął się. Mira zaczęła mówić, ale czarodziej uniósł dłoń. Nie chciał, żeby ostrzeżenie zmieniło się w przepychankę przy obcym progu.

Na odwrocie kopii adresu narysował dłoń Iwa z punkcikami, but i papierową paczkę. Potem wskazał własną drogę powrotną i zrobił gest zapraszający Różę do domu Neli.

Mira powiedziała imię rzemieślnika. Kobieta przy drzwiach zbladła.

Słyszała, że Iwo zaginął. Tyle Hauru zrozumiał z nagłej zmiany jej twarzy, zanim dotknęła ziarna i zapytała o niego dwa razy.

Piekarka pokiwała głową. Pociągnęła ją za rękaw, lecz Róża jeszcze się nie ruszyła. Spojrzała na wózek. Paczek było dużo. Za płotem ktoś wołał o uprane fartuchy.

Olek podniósł płócienną osłonę i ponownie przykrył ładunek. Potem ustawił wózek bokiem do drzwi. Nie przeprowadził go przez srebrną linię.

Róża długo patrzyła na jego ręce.

W końcu zdjęła ze sznura krótki fartuch i narzuciła go na belkę, zakrywając metaliczny połysk. Wskazała balie, paczki i swoją pierś, po czym podniosła jeden palec.

Miała zostać jedna osoba.

Olek powiedział coś szybko. Mira zaprotestowała, ale młody już podnosił mokry obrus, który zsunął się z kosza. Położył go na ławie i odsunął pusty stołek od drzwi.

Zostawał w pralni. Z dala od progu, przy niedostarczonej bieliźnie.

Hauru spojrzał na niego. Olek wskazał zakryty ładunek, rozłożył ręce i usiadł. Nie była to obietnica, że mówił prawdę o wszystkim. Była to jedna konkretna rzecz, którą zrobił zamiast uciec.

Róża wzięła pustą etykietę do kieszeni. Ruszyła za Mirą, oglądając się na wózek. Hauru szedł ostatni. Odwrócił się przy furtce i zobaczył Olka na stołku, z mokrym obrusem na kolanach, czekającego wśród rzeczy, których nie umiał już nazywać zwyczajnym towarem.

Co zostało z Tobą po tej scenie? Napisz do nas. Możesz też śledzić kanał RSS.